Nie możemy użyć cyrkla, lupy, suwmiarki ani poziomicy. A jednak z okazji naszych urodzin chcemy Wam w miarę precyzyjnie opowiedzieć, z czego przez te lata byliśmy dumni. Jak mierzymy sukces naszej organizacji? Co przyniosło nam największą satysfakcję? Dlaczego wierzymy, że to co robimy ma sens?
To nie liczba prowadzonych przez nas spraw, wygranych procesów sądowych ani udzielonych porad prawnych. To spotkania z konkretnymi ludźmi, w imieniu których działamy i których interesy reprezentujemy przed sądami i urzędami.

Wierzymy bowiem, że za każdym naszym sądowym zwycięstwem, zmianą urzędniczej decyzji, czy zmianą przepisów stoi determinacja konkretnych ludzi, którzy zdecydowali się walczyć o przysługujące im prawa.

Zebraliśmy piętnaście przykładów naszych  najważniejszych spraw i inicjatyw, które wpłynęły na poprawę sytuacji migrantów i migrantek w Polsce w ostatnich 15 latach.

Louise

Jak walczymy w Europejskim Trybunale Praw Człowieka o odszkodowanie za niesłuszne pozbawienie wolności

Louise dotarła do Polski kilka lat temu z Burundi. Ten najbiedniejszy kraj Afryki wciąż nie może się podnieść ze zniszczeń wojny domowej. I choć od podpisania pokoju pomiędzy walczącymi stronami minęło już prawie 20 lat, przeciwnicy polityczni i ich rodziny są tam wciąż prześladowani i torturowani.

Taki los spotkał też Louise, która pewnego tragicznego dnia została zgwałcona przez funkcjonariuszy sił rządowych w odwecie za opozycyjną działalność męża, niezależnego dziennikarza. I to przed dalszą przemocą uciekła w 2017 roku do Polski.

Louise z Burundi, Asłan z Czeczeni, Raisa z Tadżykistanu. Ofiary wojen, prześladowań i tortur.  I choć każda z tych osób powinna zostać objęta szczególną opieką przez polskie państwo – trafiła do Strzeżonego Ośrodka dla Cudzoziemców, który swoim rygorem przypomina przecież więzienie i nie jest miejscem dla ofiar przemocy.

Wszyscy trafili tam bezprawnie. Izolowanie ludzi doświadczonych przemocą jest bowiem zabroniona zarówno w polskim, jak i międzynarodowym prawie.

Stowarzyszenie Interwencji Prawnej jest jedną z pierwszych organizacji, które regularnie walczy w sądach o odszkodowanie za niezgodne z prawem pozbawienie wolności cudzoziemców. Udało nam się m.in. wywalczyć odszkodowanie dla Asłana. Sprawa Loiuse po wyczerpaniu ścieżek odwoławczych w Polsce, trafiła do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, gdzie czeka na rozstrzygnięcie wraz z trzema innymi sprawami naszych klientów.


Achmat

Dlaczego wnioskujemy o tzw. interimy, które wstrzymują deportację cudzoziemca

Achmat to ofiara wojny z Czeczenii, któremu w okresie od lipca 2016 do czerwca 2017 Straż Graniczna w Terespolu kilkadziesiąt razy odmówiła możliwości złożenia wniosku o udzielenie ochrony międzynarodowej.

Sprawą Achmata zajęliśmy się wiosną 2017 próbując wraz z innymi organizacjami społecznymi nie dopuścić do jego deportacji na Białoruś, a stamtąd prosto do Rosji.

Nie mając innego wyjścia, po wyczerpaniu wszystkich dostępnych w Polsce możliwości, sięgnęliśmy po środek ostateczny. Złożyliśmy w imieniu Achmata wniosek do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka o zastosowanie tzw. interim measure – tymczasowego środka, który wstrzymuje deportację w sytuacjach, gdy deportowanemu grozi krzywda, której nie da się już naprawić.

Jesteśmy dumni, bo w przypadku Achmata ETPC zgodził się z naszą argumentacją i zakazał polskim władzom odesłania go na Białoruś, skąd automatycznie trafiłby do Rosji.

To nie był pierwszy przypadek, kiedy udało nam się przy użyciu tego zabezpieczenia zatrzymać deportację niemal przed wejściem cudzoziemca do samolotu. Stosujemy je, gdy mamy pewność, że po powrocie do kraju pochodzenia cudzoziemcowi grozi utrata życia lub zdrowia.

Galina

Wieloletnia batalia o objęcie ochroną wspólnoty Krymczan

Galina była nauczycielką w szkole na Krymie, gdy Rosjanie zaatakowali tę część Ukrainy. Należała do kilkudziesięcioosobowej żydowsko-protestanckiej grupy wyznaniowej, której członkowie żyją od dawna w ściśle powiązanej ze sobą wspólnocie. Jeszcze przed referendum w sprawie Krymu, Galina wraz z synem i resztą współwyznawców przeniosła się na zachód Ukrainy, bo z powodu wyznania i antyrosyjskich poglądów groziły wszystkim na Krymie prześladowaniami ze strony separatystów.

Ostateczne, nie znajdując przestrzeni do życia według swoich reguł na Ukrainie, wszyscy współwyznawcy zdecydowali się złożyć wnioski o przyznanie ochrony międzynarodowej w Polsce.

Jednak Polska nie chciała uchodźców z Krymu i kolejno odmawiała im przyznania azylu. Przez pięć lat pomagaliśmy każdemu członkowi z osobna otrzymać ochronę międzynarodową w naszym kraju. To był bardzo żmudny proces.

Setki dokumentów, dziesiątki wysłanych pism, niezliczona liczba złożonych wniosków i odwołań. Chwile niepewności w sądzie. Wzloty i upadki.

Na szczęście dziś cała wspólnota Krymczan mieszka razem w Polsce. Doskonale się tu zintegrowała. Jej członkowie pracują i studiują. Ich dzieci wygrywają nawet olimpiady języka polskiego.

W sprawie Krymczan możemy naprawdę powiedzieć: Witamy w Polsce!

Albika

Co zrobiliśmy, żeby 100% dzieci uchodźców zostało objętych edukacją szkolną

Albika miała 9 lat kiedy w 2003 roku uciekła do Polski z Czeczenii. Wraz z całą rodziną zamieszkała w Ośrodku dla Uchodźców w podwarszawskim Dębaku. Ale Albika, choć była w wieku szkolnym – po przybyciu do Polski, nigdy nie rozpoczęła nauki. Tak samo jak 50% jej kolegów i koleżanek z rodzin uchodźczych.

W 2005 roku przeprowadziliśmy badania, żeby dowiedzieć się, dlaczego Polska nie wspiera edukacji dzieci z ośrodków dla uchodźców. Nasz raport przyniósł niepokojące wnioski: to wynik zaniedbania ze strony państwa i braku systemu wsparcia, który ułatwiłby edukację dzieci uchodźców.

Na skutek naszego raportu i działań wokół nich obecnie 100% dzieci uchodźców chodzi do polskich szkół. 

Siergiej, Tapa, Umar

Nasz raport: trzeba złagodzić reżim w strzeżonych ośrodkach dla cudzoziemców

Nie popełnili żadnego przestępstwa. Nie byli groźni dla otoczenia. Zwłaszcza Siergiej, który nie skończył jeszcze 5 lat. A jednak, wszyscy trafili do jednego z rozsianych po Polsce Strzeżonych Ośrodków dla Cudzoziemców tylko dlatego, że nielegalnie przekroczyli polską granicę.

Dziesięć lat temu Strzeżone Ośrodki dla Uchodźców przypominały więzienia. Były otoczone kolczastym drutem, a w oknach zamontowano kraty. Osadzeni poddani byli więziennemu rygorowi, bo jak później zauważyliśmy w monitoringu SOCów:

„ustawodawca traktował cudzoziemców przebywających w ośrodkach strzeżonych w sposób bardzo zbliżony do postępowania wobec osób przebywających w więzieniach. Rygor panujący w ośrodku strzeżonym dotyczący rozkładu dnia, spacerów, komunikacji ze światem zewnętrznym, dostępu do opieki medycznej jest bardzo podobny do więziennego. Tymczasem sytuacja prawna tych dwóch grup jest diametralnie różna, co powinno znaleźć odzwierciedlenie w prawach, jakie przysługują tym dwóm grupom w czasie detencji”.

Od tamtego czasu wiele się zmieniło.

Przyczyniły się do tego monitoringi, które w latach 2012 i 2014 przeprowadziliśmy wraz z Helsińską Fundacją Praw Człowieka. Dzięki nim ujawniliśmy wiele naruszeń praw cudzoziemców oraz zaproponowaliśmy szereg zmian. Część naszych postulatów została uwzględniona: m.in zastąpienie krat w oknach mniej inwazyjnymi zabezpieczeniami, umożliwienie osadzonym spacerów po ogrodzonym terenie przez większą część dnia zamiast jak dotychczas przez godzinę dziennie.

Kluczowa zmiana to poprawa warunków przetrzymywania dzieci, które w zamknięciu cierpiały szczególnie.

Victoire, Valentina, Mamadou

Nasze rekomendacje, dzięki którym warunki w ośrodkach dla uchodźców zaczęły się systematycznie poprawiać

W Polsce funkcjonuje 11 otwartych ośrodków dla cudzoziemców ubiegających się o ochronę międzynarodową, w których dobrowolnie przebywa ponad 10 tysięcy osób.

Wprawdzie mieszkające tam rodziny nie muszą żyć w izolacji i nie mają ograniczonej swobody poruszania się, ale gdzie mogą pojechać, jeśli ośrodek położony jest na odludziu, w środku lasu, z dala od sklepów, przystanku autobusowego i miejsc, gdzie toczy się lokalne życie.

W początkowych latach funkcjonowania systemu przyjmowania uchodźców miejsca ich zakwaterowania były słabo zorganizowane. Istniały problemy z opieką medyczną i dostępem do żywności. Nie było modelu wsparcia dla dzieci uchodźców – praktycznie były wyrzucone poza nawias systemu edukacyjnego.

Przeprowadziliśmy wtedy monitoring tych ośrodków – jeździliśmy do nich, ocenialiśmy warunki, w jakich mieszkają uchodźcy. Przeprowadzaliśmy z nimi wywiady, żeby dowiedzieć się, jakie mieszkańcy ośrodków mają potrzeby i jakie problemy ich dotykają.

Zakończeniem monitoringu był okrągły stół z przedstawicielami władz odpowiedzialnymi za ich prowadzenie, podczas którego zaprezentowaliśmy zarówno wyniki monitoringu, jak i nasze rekomendacje.

To był moment zwrotny. W następnych latach warunki w ośrodkach dla uchodźców zaczęły się systematycznie poprawiać.

Malik

Jak pomóc uchodźcom-pacjentom czyli po co prowadziliśmy centrum wolontariatu

Malik trafił do Polski z Czeczenii w 2006 roku. Zostawił za sobą koszmar wojny. Życie w ciągłym strachu. Opłakując bliskich, którzy zginęli na wojnie, spakował najpotrzebniejsze rzeczy oraz kilka bliskich sercu pamiątek, i wyruszył w podróż w nieznane, do kraju o którym miał tylko mgliste pojęcie. Pierwsze problemy ze zdrowiem ujawniły się już w czasie wędrówki do Polski. Nasiliły się – kilka miesięcy po przekroczeniu granicy.

Jednak państwo polskie nie było wtedy przygotowane na to, by zapewnić uchodźcom odpowiednią opiekę zdrowotną.

A takich osób jak Malik były setki. Schorowanych, osłabionych, cierpiących na przewlekłe choroby. Wymagających natychmiastowej interwencji lekarskiej. Najgorsza była bariera językowa. Lekarze nie mówili w językach obcych, porozumiewali się z pacjentami na migi lub za pośrednictwem kolegów. W relacjach lekarz-pacjent dawały też o sobie znać różnice kulturowe. Zmiany wymagało choćby podejście do chorej z kraju muzułmańskiego.

Zorganizowaliśmy wtedy centrum wolontariatu, w którym udzielali się studenci studiów lingwistycznych albo po prostu pasjonaci języków obcych. Szkoliliśmy wolontariuszy, jak przełamywać bariery kulturowe. Uczyliśmy ich medycznych zwrotów. Pomoc wolontariuszy polegała na towarzyszeniu pacjentom podczas wizyt lekarskich w przychodniach i w szpitalach. 

Marina

500+ dla dzieci uchodźców

Marina miała dużo szczęścia. Zaledwie po 3 latach udało jej się uzyskać status uchodźcy i rozpocząć w Warszawie życie od nowa. Nie było jej łatwo wiązać koniec z końcem. Jest wielodzietną matką. Gdy 1 kwietnia 2016 roku w życie wszedł program 500+, Marina poczuła, że w końcu będzie łatwiej…

Niestety – jej wniosek o 500 plus został niespodziewanie odrzucony. Jak napisano w uzasadnieniu: wnioskodawczyni posiadała w Polsce status uchodźcy, a na jej karcie pobytu brak było adnotacji o dostępie do rynku pracy.

Marina się nie zgodziła się z decyzją urzędników i postanowiła walczyć o świadczenie w sądzie. Stowarzyszenie Interwencji Prawnej zostało przyłączone do sprawy jako organizacja społeczna na prawach strony. Wskazywaliśmy, że wykładnia dokonana przez organ administracji narusza Konwencję dotyczącą statusu uchodźcy poprzez odmienne traktowanie uchodźców w zakresie dostępu do pomocy i opieki społecznej niż obywateli. Podnosiliśmy także prawo każdego dziecka do korzystania z systemu zabezpieczenia społecznego.

Jakiś czas później, Wojewódzki Sąd Administracyjny przyznał nam rację i nakazał wypłatę świadczenia na rzecz dzieci naszej klientki. Sąd uznał, że prawo do uzyskania świadczenia wychowawczego uzależnione jest od posiadania przez cudzoziemca uprawnienia do wykonywania pracy w Polsce, a nie od tego, czy uprawnienie to zostało ujawnione przez właściwy organ na karcie pobytu w formie adnotacji „dostęp do rynku pracy”.

Sąd wskazał dodatkowo, że uprawnienie 500+ ma na celu udzielenie przez państwo rodzicom dzieci pomocy w wychowaniu dzieci w formie częściowego pokrycia wydatków związanych z opieką i zaspokojeniem potrzeb życiowych dziecka. Dzieci cudzoziemskie są także objęte tą regulacją.

W ocenie sądu odmowa udzielenia świadczenia 500+ rodzinom posiadającym w Polsce status uchodźcy mogłaby prowadzić do nieuprawnionego różnicowania sytuacji dzieci ze względu na ich pochodzenie i narodowość, co byłoby sprzeczne z normami konstytucyjnymi, Konwencją o prawach dziecka, a także Konwencją dotyczącą statusu uchodźcy.

Maia i Nana

Jak integrujemy ludzi łącząc pokolenia i różne kultury

Maia i Nana nie pamiętają już swojego życia w Gruzji. Zatarły im się twarze koleżanek i kolegów. Babcię, dziadka, wujów i ciotki znają tylko z opowieści, które od czasu do czasu opowiada im mama. I choć ostatnie lata spędziły w Ośrodku dla Uchodźców na Targówku, zżyły się ze swoimi polskimi rówieśnikami ze szkoły.

Elżbieta i Ryszard poznali Maię i Nanę, a także ich mamę i brata podczas zajęć łączących pokolenia i ludzi należących do różnych kultur, które organizujemy od lat w Warszawie. Bardzo się na nich ze sobą zżyli i otoczyli wzajemną troską.

Nasze doświadczenia w pracy z seniorami pokazały dużą potrzebę kontaktu seniorów z osobami młodszymi i dziećmi. Często osoby starsze czują się samotne i niepotrzebne, zwłaszcza jeśli mieszkają same i nie utrzymują bliskiego kontaktu ze swoimi rodzinami. Spotkania z młodszymi pokoleniami pozwalają na wzajemne otwarcie się, dają możliwość polepszenia samopoczucia i zapobiegania depresji u osób starszych.

Podczas realizacji wyżej wymienionych projektów seniorzy mieli kontakt z dziećmi uchodźców, z którymi m.in. wspólnie tworzyli spektakl. Odwiedzili je także w ośrodku dla uchodźców na Targówku, zapoznając się z warunkami i sytuacją uchodźczyń. Z naszej pracy z cudzoziemcami wynika, że wiele dzieci (zwłaszcza dzieci uchodźców) straciło swoje babcie i dziadków w wyniku wojny albo są z nimi rozdzielone poprzez doświadczenie przymusowej migracji.

Stworzenie przestrzeni do spotkania seniorów i cudzoziemców (wspierane przez wolontariuszy, także reprezentantów młodego pokolenia) sprzyja budowaniu dialogu międzypokoleniowego i przynosi korzyść każdej z zaangażowanych stron.

Kanti

Jak wywalczyliśmy odszkodowanie za niesłuszne zatrzymanie naszego klienta

Kanti od wielu lat mieszka w Polsce. Prowadzi tu spokojne życie w zgodzie ze swoją religią i kulturą. Jest obywatelem Rosji narodowości czeczeńskiej.  Niestety pewnego dnia, ten spokój przerwała brutalna interwencja policja.

Kanti został zatrzymany przez funkcjonariuszy policji w sierpniu 2010 roku w Warszawie, po tym, jak powiadomił Policję o znalezieniu zwłok w okolicach dawnego Stadionu Dziesięciolecia.

Po wstępnym przesłuchaniu, został zatrzymany na komisariacie policji i umieszczony w areszcie. Policja nie sporządziła protokołu zatrzymania, nie poinformowała cudzoziemca o przyczynach zatrzymania i nie pouczyła o przysługujących mu prawach. Mimo obchodzonego właśnie Ramadanu cudzoziemcowi po zachodzie słońca nie pozwolono kupić jedzenia ani napojów. Podczas pobytu na komisariacie  Kanti był przesłuchiwany, mimo to otrzymał ponowne wezwanie do stawienia się na komendzie w charakterze świadka w dniu następnym. Było to powodem zwolnienia go z pracy, w konsekwencji czego przez wiele miesięcy pozostawał bezrobotny.

Zdecydowaliśmy się reprezentować Kantiego przed sądem, który po zbadaniu sprawy i wysłuchaniu argumentów stron, uznał, że zatrzymanie Kantiego było bezzasadne i nielegalne. W związku z powyższym wyrokiem złożony został do sądu wniosek o odszkodowanie i zadośćuczynienie. W marcu 2013 roku zapadł wyrok w którym sąd przyznał Kantiemu odszkodowanie tytułem zadośćuczynienia za doznaną krzywdę wynikłą z niewątpliwie niesłusznego zatrzymania.

Natalia, Amina, Oyub

Asystent kulturowy czyli jak wsparliśmy edukację dzieci cudzoziemskich w polskich szkołach

Mieli po kilka, kilkanaście lat, kiedy po raz pierwszy trafili do polskiej szkoły. Natalya zaczęła naukę w szkole podstawowej w Pruszkowie. Amina w Podkowie Leśnej. Oyub na warszawskim Mokotowie. Żadne z nich rozpoczynając naukę nie znało języka polskiego. Amina wstydziła się chodzić na lekcje WF, bo nauczycielka wymagała od uczennic krótkich spodenek gimnastycznych, a przecież dziewczynki w kraju z którego pochodzi nie pokazują nóg.

Natalya, Amina, Oyub to dzieci przymusowych imigrantów ubiegających się o nadanie statusu uchodźcy oraz tych, którzy zostali już objęci ochroną międzynarodową. Dziesięć lat temu tylko w warszawskich szkołach było ich kilkaset.

Te dzieci często opuszczały lekcje, a jeśli chodziły, to niewiele z nich rozumiały. Nudziły się, przeszkadzały innym, nie zaliczały roku ani nie zdawały egzaminów. Poza tym, nierzadko dochodziło do bójek między dziećmi polskimi a cudzoziemskimi, a grono pedagogiczne na ogół sobie w takich sytuacjach nie radziło. Nauczyciele mieli też bardzo utrudniony kontakt z rodzicami dzieci uchodźców. Część z dzieci miała za sobą dramatyczne doświadczenia wojenne, a przeżycia z najwcześniejszego dzieciństwa często napiętnowane były cierpieniem i śmiercią, które dodatkowo zaburzały proces nauki i adaptacji w szkole.

W 2008 roku Stowarzyszenie Interwencji Prawnej zaproponowało wprowadzenie do polskiego systemu edukacji instytucji tzw. asystenta kulturowego, który pochodziłby z ich kręgu kulturowego i towarzyszyłby dzieciom cudzoziemskim w szkole. Byłby łącznikiem pomiędzy nauczycielami, uczniami polskimi i cudzoziemskimi. Pomagałby rozładowywać napięcia i konflikty.

Dzięki uzyskanemu grantowi, nie tylko udało nam się stworzyć koncepcję takiego stanowiska, ale też przetestować to innowacyjne rozwiązanie w kilku szkołach przyjmujących uchodźców.

Niedługo potem, w 2010 roku zapis regulujący możliwość zatrudniania w szkołach asystenta kulturowego znalazł się w ustawie o systemie oświatowym.

Milana, Hadijat, Raisa

Jak udało nam się wywalczyć zmianę dyskryminującej uchodźców uchwały mieszkaniowej w Pruszkowie

Kiedy Milana, Hadijat i Risa wraz z dwójką małych dzieci opuściły ośrodek dla cudzoziemców liczyły, że poza ośrodkiem uda im się jakoś ułożyć życie. Wybrały Pruszków, jako miejsce, gdzie będą próbowały stworzyć bezpieczny dom dla siebie i dzieci. Przez kilka lat mieszkały w wynajmowanych mieszkaniach, ale trudno im było wiązać koniec końcem. Dlatego zdecydowały się wystąpić do miasta z prośbą o lokal socjalny.

W latach 2009-2011 Urząd Miejski w Pruszkowie kilkakrotnie odmówił reprezentującej rodzinę niepełnosprawnej matce merytorycznego rozpatrzenia jej podania o umożliwienie wynajęcia mieszkania z zasobów lokalowych gminy, pomimo tego, że miała ona przyznaną ochronę uzupełniającą, z której wynikają dla cudzoziemców takie same prawa socjalne jak dla obywateli polskich. W konsekwencji nie została ona wpisana na listę osób oczekujących na mieszkanie.

Nasza klientka mieszkała na terenie Pruszkowa od kilku lat, a jej dzieci uczęszczały tam do szkoły i przedszkola. Urzędnicy jednak nie uznali jej za stałą mieszkankę Pruszkowa ze względu na brak meldunku.

Stowarzyszenie Interwencji Prawnej zaczęło więc wieloletnią batalię sądową z Pruszkowem, bo wyszliśmy z założenia, że wymóg zameldowania jako potwierdzenia faktycznego zamieszkiwania jest bezprawny i dyskryminuje grupy społeczne, takie jak Czeczeni, które ze względów obiektywnych mają problemy w uzyskaniu meldunku.

Sposób, w jaki urzędnicy miejscy komunikowali się z niepełnosprawną kobietą oraz przedstawicielkami Stowarzyszenia Interwencji Prawnej, które ją wspierało, jawnie wskazywał na jej nierówne traktowanie z tego powodu, iż jest Czeczenką, co wskazywało na to, że nawet gdyby miała meldunek, to jej podanie i tak nie zostałoby rozpatrzone pozytywnie.

W pozwie domagaliśmy się m.in od Miasta Pruszków m.in. zadośćuczynienia, przeprosin oraz zobowiązania do przyjęcia polityki równościowej, która ma określać zasady dotyczące równego traktowania m.in. ze względu na płeć, rasę, pochodzenie etniczne, narodowość, w szczególności w zakresie dostępu do usług socjalnych świadczonych przez Miasto. W efekcie naszych działań. Pruszków zmienił dyskryminującą uchwałę mieszkaniową i umożliwił dostęp do usług socjalnych wszystkim mieszkańcom, bez względu na narodowość.

Adwokaci na granicy

Jak udzielaliśmy wsparcia adwokatom pomagającym uchodźcom na granicy w Brześciu

Nigdy nie należy się poddawać. Nawet wtedy, gdy dopada nas bezsilność.

Dopadającą utratę nadziei czuliśmy wszyscy w połowie 2017 roku, kiedy było pewne, że przejście w Terespolu zatrzasnęło definitywnie drzwi przed uchodźcami. Retoryka siania strachu wobec uchodźców, nabrała konkretnego wymiaru. Straż Graniczna zaczęła uniemożliwiać uchodźcom, którzy dotarli aż do Brześcia, złożenie w Polsce wniosku o ochronę międzynarodową, pozostawiając w zawieszeniu setki uchodźców nie mających dokąd wrócić ani gdzie się podziać.

Na skutek naszych działań, głównie służących nagłośnieniu sytuacji uchodźców na granicy polsko-białoruskiej, w 2017 roku zawiązała się grupa złożona z piętnastu adwokatów Okręgowej Rady Adwokackiej w Warszawie, którzy zdecydowali się objąć pomocą prawną kilkudziesięciu uchodźców „z Brześcia” starających się o ochronę międzynarodową w Polsce.

Członkowie naszego zespołu przez cały ten czas wspierali merytorycznie adwokatów w całym procesie. Staliśmy się dla nich tłumaczami i przewodnikami pozwalającymi obu stronom płynnie się ze sobą komunikować.

17 marca 2017 roku, adwokaci reprezentujący swoich klientów, zjawili się na granicy w Terespolu, aby pomóc im w złożeniu Straży Granicznej wniosków o ochronę międzynarodową.

Wtedy ta historia nie miała happy endu. Szczęśliwe zakończenie przyszło 3 lata później, kiedy Europejski Trybunał Praw Człowieka nakazał Polsce wypłacić odszkodowanie kilku osobom, którym wtedy odmówiono wjazdu do Polski.

Ahmed

Czyli zarządzanie przypadkiem w praktyce

Ahmed niczemu nie zawinił. Nie popełnił żadnego przestępstwa. Nikomu nie podpadł. A jednak  musiał uciekać z własnego kraju, bo podobnie jak tysiącom Czeczenów i Czeczenek, groziły mu tortury i więzienie za nieistniejące przewinienia.

Ahmed wiedział, że nie jest łatwo przedostać się do Europy bez paszportu i wizy, a mimo to, zaryzykował…

Do Polski przedostał się nielegalnie w 2018 roku, licząc, że jako uchodźca dostanie w naszym kraju ochronę i nigdy już nie wróci do piekła z którego uciekł. 

W 2019 roku został jednak zatrzymany przez polską Straż Graniczną i umieszczony w strzeżonym Ośrodku dla Cudzoziemców, gdzie miał czekać na deportację do Rosji.

W połowie roku został objęty innowacyjnym programem realizowanym przez Stowarzyszenie Interwencji Prawnej we współpracy z międzynarodowymi organizacjami walczącymi o prawa człowieka, którego celem jest pokazanie, że istnieją humanitarne alternatywy do detencji cudzoziemców.

W ramach programu, Ahmend otrzymał wsparcie tzw. case managera czyli osoby, która pomaga mu zrozumieć skomplikowaną sytuację prawną w jakiej się znalazł. Regularnie spotyka się też z psychologiem oraz prawnikiem Stowarzyszenia Interwencji Prawnej. Dzięki tej quasi socjalnej pomocy Ahmed, jak również inni uczestnicy programu mogą mieć wpływ na procedury, które są ich udziałem, poprawić swoje funkcjonowanie na wolności oraz stworzyć długofalowy plan działania, w oparciu o krajowe przepisy migracji. W efekcie mogą odzyskać kontrolę nad własnym życiem i wziąć odpowiedzialność za swoją przyszłość.

Badania pokazują, iż przydzielenie cudzoziemcom specjalnej osoby, która nie mając wpływu na toczące się w ich sprawie procedury administracyjne, koordynuje i ułatwia dostęp do oferowanych im usług, udziela informacji o ich sytuacji faktycznej i prawnej oraz jest pośrednikiem między cudzoziemcami a urzędem i służbami migracyjnymi, ma pozytywny wpływ na efektywność procedur z udziałem cudzoziemców.

Paul

Jak udało nam się wywalczyć jedno z najwyższych odszkodowań za dyskryminację pracownika z powodu narodowości

To miała być wymarzona praca. Odpowiedzialna, ciekawa, zgodna z wysokimi kompetencjami Paula i na dodatek dobrze płatna. Paul przeniósł się wprawdzie do Polski zaledwie kilka lat wcześniej z innego unijnego kraju, ale był przekonany, że doświadczenie zdobyte za granicą będzie na tym stanowisku tylko atutem.

Miał rację. Po długotrwałym procesie rekrutacyjnym, w końcu zadzwonił telefon, na który czekał od dawna: dostał Pan tę pracę!

Niestety życie lubi pisać przewrotne scenariusze. Już na etapie podpisywania umowy okazało się, że Paul oprócz obywatelstwa kraju Unii Europejskiej, ma też obywatelstwo tzw. kraju trzeciego, a to według jego nowego pracodawcy wyklucza go całkowicie z uczestnictwa w projekcie.

Stowarzyszenie Interwencji Prawnej zdecydowało się reprezentować Paula w sądzie przeciwko pracodawcy, bo uznaliśmy, że takie traktowanie to przejaw dyskryminacji na tle narodowości. Udało nam się dowieść przed sądem, że Paul nie otrzymał pracy, wyłącznie dlatego, że posiadał niepożądane według pracodawcy obywatelstwo innego kraju.

To było podwójne zwycięstwo. Udało nam się wywalczyć dla naszego klienta ogromne odszkodowanie, a także przekonać sąd, że żadne przesłanki nie usprawiedliwiają dyskryminacji w pracy.