Publikujemy w polskim tłumaczeniu „Listy do ojców” od nieheteronormatywnych kobiet z Kaukazu Północnego zebrane i opracowane przez stronę Daptar.ru dokumentującą sytuację kobiet w regionie, we współpracy z aktywistkami z moskiewskiej grupy Queer Women of North Caucasus*.

QWNC od trzech lat ewakuuje z Kaukazu kobiety, których życie jest zagrożone w związku z ich orientacją seksualną i tożsamością płciową. Prowadzi także badania dotyczące prześladowań tej grupy społecznej i różnych strategii przetrwania jej przedstawicielek.

Badania przeprowadzone w 2018 roku na podstawie licznych udokumentowanych przypadków wskazują, że kobiety ujawniające swą nieheteronormatywną orientację seksualną poddawane są wbrew ich woli rytuałom religijnym, przymusowo wydawane za mąż, przetrzymywane w zamknięciu w domu lub poddawane innym tego rodzaju praktykom, bite, a nawet zabijane.
(…) projekt „Ojcowie i córki” zachęcił niektóre kobiety o nieheteronormatywnej orientacji do przeprowadzenia listownej „rozmowy” z ojcem. List do ojca okazał się dla nich szansą – być może jedyną – na opowiedzenie o tym, co czuły i czują, oraz przekazanie osobie, od której oczekują pomocy, ochrony i opieki, informacji o tym, co jest dla nich najważniejsze”.

Autorką jednego z listów jest nasza klientka Ajszat, która na początku lipca 2020 dostała status uchodźcy w Polsce.


Od 2017 roku nieheteroseksualne kobiety z rejonu Kaukazu Północnego borykające się z trudnościami mogą liczyć na pomoc w ramach projektu Queer Women of North Caucasus. Większość ich problemów wiąże się z przemocą domową. Gdy informacja o tym, że jedna z kobiet w rodzinie jest biseksualistką lub lesbijką wyjdzie na jaw, często powoduje to poważny kryzys i pojawienie się pytań takich jak: „Co ludzie powiedzą?”, „Jak my ją wydamy za mąż?” albo „I co teraz?”. Homoseksualizm i biseksualizm zwykle uznaje się za „przynoszenie wstydu rodzinie”. Nie każda rodzina jest w stanie poradzić sobie z tego rodzaju kryzysem i wraz z córką czy siostrą dojść do porozumienia, które nie naruszałoby niczyjej wolności i prawa do szczęścia.

Badania przeprowadzone w 2018 roku na podstawie licznych udokumentowanych przypadków wskazują, że kobiety ujawniające swą nieheteronormatywną orientację seksualną poddawane są wbrew ich woli rytuałom religijnym, przymusowo wydawane za mąż, przetrzymywane w zamknięciu w domu lub poddawane innym tego rodzaju praktykom, bite, a nawet zabijane. Stosowane w tamtych rejonach prawa, adat i szariat, nie określają bezpośrednio i jednoznacznie tego, co rodzina (i sama nieheteroseksualna kobieta) powinna zrobić w sytuacji, gdy okaże się, że siostra czy żona pragnie partnerki-kobiety.

Z kolei projekt „Ojcowie i córki” zachęcił niektóre kobiety o nieheteronormatywnej orientacji do przeprowadzenia listownej „rozmowy” z ojcem. List do ojca okazał się dla nich szansą – być może jedyną – na opowiedzenie o tym, co czuły i czują, oraz przekazanie osobie, od której oczekują pomocy, ochrony i opieki, informacji o tym, co jest dla nich najważniejsze.

Trzy listy opowiadają trzy historie. To trzy żywoty, którym jeszcze daleko do końca, trzy kobiety, które zgodziły się napisać list do ojca. Niekiedy od podjęcia decyzji do rzeczywistego napisania listu i jego przekazania mijały miesiące, a proces ten wiązał się z głębokimi przemyśleniami. Każdy z tych listów był świadkiem łez i sytuacji bez wyjścia. Każdy z nich przepełnia miłość i współczucie. Oto wiadomości kobiet z Kaukazu Północnego o nieheteronormatywnej orientacji przekazane ich ojcom – być może będą one w stanie dotrzeć do ich rodziców, dziadków i braci. Imiona kobiet zmieniono dla ich bezpieczeństwa.

Anisa W.

Ajszat (Republika Czeczenii)

Drogi tato.
Od takich słów zaczynają się listy pisane przez ludzi na całym świecie: kobiet, mężczyzn, dzieci, dorosłych, nastolatków. Wiek nie odgrywa tu żadnej roli – wszyscy jesteśmy przecież dziećmi w głębi duszy.
Niedawno ktoś powiedział mi, że dorosłymi stajemy się po śmierci naszych rodziców. W moim przypadku było, niestety, nieco inaczej. Umarłam o wiele wcześniej.
Umarłam, gdy byłam dzieckiem i żyłam bez rodziców, mimo, że wciąż byli na tym świecie. Czy ja wymagałam od nich czegoś, czego nie mogli mi dać? Pragnęłam tylko miłości i troski, nic ponad to. Czy to zbyt wiele? Miłość i troska okazywane dzieciom są czymś powszechnym, standardowym.
Okazuje się jednak, że rodzic może nie kochać własnego dziecka, a mój przypadek nie był wcale tak odosobniony, jak kiedyś myślałam.
Nie przychodzi mi na myśl żadne dobre wspomnienie z Tobą związane, tato, pamiętam jedynie opowieści innych o tym, jak to niby kiedyś mnie kochałeś, gdy byłam zupełnie mała, jak troszczyłeś się o mnie. To tylko słowa innych ludzi, bo ja sama niczego takiego przypomnieć sobie nie mogę. Mimo tego, historie te są dla mnie całym życiem i to na ich podstawie wciąż Cię kocham. Gdybyś tylko wiedział, jak jest mi z tym trudno – kochać mamę i Ciebie tylko według wspomnień zbudowanych z cudzych słów.
W duchu wciąż jestem tamtym dzieckiem, choć minęło tyle lat. Wy mnie nie kochacie dlatego, że jestem inna, nie taka jak wy. Dlaczego? Czyż nie należy kochać własnych dzieci niezależnie od tego, jakie są i jakich postępków się dopuściły? Z jakiegoś powodu nigdy mnie nie kochaliście, nawet gdy byłam grzeczna. Nawet nie wiesz, jaka teraz jestem, a i tak mnie nie kochasz. Wtedy było tak samo – nie kochałeś mnie nawet wtedy, gdy nie popełniałam błędów. Dlaczego? Czyż nie jestem krwią z Twojej krwi, ciałem z Twego ciała? Bardzo mi z tym ciężko – niby wciąż żyję, a tak jakby wcale nie. Czasem mam wrażenie, że tylko egzystuję i trwam, wcale nie żyjąc. Jestem tak bardzo samotna i czuję, jakby dusza rozlatywała mi się na kawałki za każdym razem, gdy gdzieś zobaczę dzieci z rodzicami, gdziekolwiek: na podwórku czy nawet na zdjęciu w Internecie. Cieszy mnie ich szczęście, ale jednocześnie jest mi smutno, gdy widzę to, czego sama nie mam. Tęsknię za tym szczęściem i pragnę własnej rodziny, a nie mam nikogo, nawet matki, która mogłaby pocieszyć, nawet ojca, na którego ramieniu mogłabym wypłakać się i któremu mogłabym opowiedzieć o swoich problemach, nawet siostry, której mogłabym się pożalić, czy brata, który mógłby stanąć w mojej obronie. Dla was jestem tylko źródłem wstydu, które równie dobrze mogłoby nie istnieć. Wolelibyście, gdybym naprawdę umarła. Jestem rozbitym w pył stworzeniem, które próbuje zebrać się do kupy. Gdy widzę w Internecie posty o życiu rodzinnym, ojcach, matkach, braciach i siostrach, klikam „Lubię to”, gdyż w głębi duszy wciąż was kocham, tęsknię za wami i marzę o szczęściu w rodzinie. Tak samo z postami mówiącymi, że „córka jest dla ojca jak księżniczka”, „matkę ma się jedną”, „matka kocha swe dziecko, jakim by ono nie było”, „brat jest najlepszym przyjacielem, zawsze jest blisko”, „może i siostry kłócą się bez opamiętania, ale tak naprawdę to się kochają”. Potrzeba mi tego. Wiem, że moje słowa nigdy do Ciebie nie dotrą, nie usłyszysz ich ani nie przeczytasz. Wiele mogłabym Ci powiedzieć, niemało dosadnych słów ciśnie się na usta. W myślach krzyczę w agonii i każdego dnia czuję, jakbym się rozpadała, ale na twarzy mam uśmiech – jest jak maska zakładana każdego dnia na nowo.
Życzę wszystkim, żeby zaznali szczęścia rodzinnego i żeby akceptowano ich takimi, jakimi są. „Nieważne, w jakim świecie przyszło nam żyć – liczy się to, jaki świat żyje w naszym wnętrzu”.

Raisa (Republika Czeczenii)

Witaj, mój dobry, kochany ojcze.
Nigdy nie miałabym odwagi powiedzieć Ci w twarz tego, co teraz piszę, choć miałam zawsze najwięcej śmiałości z nas wszystkich. Mimo tego, odkąd pamiętam naszą rodzinę cechowała niechęć do otwartych rozmów o uczuciach, więc ciężko byłoby mi powiedzieć Ci, jak bardzo Cię kocham. A nawet gdybym przemogła się i Ci to powiedziała, pewnie nie wiedziałbyś, jak na to zareagować i co odpowiedzieć. Byłeś zawsze aż nazbyt dobry – i to dlatego w naszej rodzinie było miejsce na tyle zła. Byłeś w stanie wylewać swą złość na nas, na mnie i na mamę, ale nigdy nie powiedziałeś złego słowa tym, przez których ona w Tobie narastała. Raz nawet powiedziałeś, że prędzej wyrzekłbyś się nas niż Twojego brata, który niszczył nam życie. Budzi się we mnie złość na Ciebie, gdy wspominam wszystko to, przez co przeszliśmy. Nigdy nie zapomnę też łez mamy. Z drugiej jednak strony, gdy tylko przypomnę sobie Twoją dobrą twarz, wszystkie myśli o tym, że cokolwiek z tego nieszczęścia było Twoją winą natychmiast ulatują. Zapominam wtedy o wszystkich razach, obelgach, krzykach, przekleństwach, o tym, przez co mama musiała przejść. To wszystko nieważne, gdy rzecz tyczy się Ciebie.
Wiem, jaki jesteś naprawdę – zbyt dobry.
Piszę te słowa, bo nie byłabym w stanie powiedzieć Ci w twarz tego wszystkiego, co chcę przekazać. Tato, nie podobają mi się mężczyźni. Brzydzę się nimi, boję się ich i przebywanie z nimi napełnia mnie odrazą. Ponoć raz się żyje i raz umiera. To nieprawda – ja umierałam każdego dnia po tym, jak wydaliście mnie za mąż. Wiesz, tato, ja nawet sama chyba już uwierzyłam w to, że moje życie jest „błędem”, grzechem, karą za jakieś przewinienia, których nie jestem sobie nawet w stanie wyobrazić. Ja przecież nigdy w życiu nikomu nie wyrządziłam żadnej krzywdy. To jest tak, jakby wewnątrz mnie walczyły ze sobą dwie natury – próbowałam jedną z nich zagłuszyć, stłumić. Składałam sobie przysięgi, modliłam się do Allaha, recytowałam modlitwy i błagałam o wybawienie od tego. Chciałam stać się jak moje siostry. Nic z tego, tato. Nie mogę tak. Może jestem za słaba, może brak mi wiary, a może to obłęd, od którego nie ma wyzwolenia czy ucieczki. Nie wiem. Wiem za to, że nie jestem w stanie dalej żyć, oszukując i siebie samą, i was. Wiem, że te słowa mogą złamać Twoje piękne, dobre i jakże kruche serce. Wybacz mi, tato. I prędzej zapadłabym się pod ziemię niż przekazała Ci to wszystko osobiście. Niby już zaakceptowałam siebie taką, jaką jestem, ale nigdy nie opuszcza mnie do końca przekonanie o tym, że przynoszę wstyd rodzinie. Niczego na świecie nie pragnę bardziej niż szczerej rozmowy z Tobą. Ot, usiąść i opowiedzieć Ci o wszystkim. Czasem wydaje mi się nawet, że gdyby nie Twój brat i inni członkowie naszej rodziny, to pewnie stanąłbyś po mojej stronie. Nie zasługuję na takiego ojca, jakim jesteś Ty. Za to Ty zasługujesz na to wszystko to, co na świecie najlepsze. Jesteśmy teraz daleko od siebie i od lat nie widziałam już Twej pogodnej twarzy, Twego szczerego uśmiechu, nie słyszałam żartobliwych docinków na temat tego, że nie noszę chusty – nawet gdy siedziałam w domu, w kuchni. Tak bardzo za Tobą tęsknię, tato. Tak bardzo brakuje mi tych chwil, gdy, jeszcze będąc dzieckiem, zawisałam z rękoma splecionymi na Twoim karku, całowałam szorstkie policzki, albo kładłam się na podłodze i nie chciałam wypuścić Twych nóg z uścisku. Tak bardzo tęsknię za tym, jak mówiłeś o mnie: „moje dorosłe dziecko”. Nigdy nie zapomnę wszystkiego tego, czego mnie nauczyłeś, oraz rad, które mi dałeś. Nigdy nie przepadnie z mej pamięci dźwięk Twego dobrego głosu i wspomnienie Twojego szczerego uśmiechu i spojrzenia. Bardzo jest mi przykro z powodu tego, że nie jestem córką, z której mógłbyś być dumny, ale Ty zawsze będziesz ojcem, którym będę się mogła szczycić. Mogłabym tak pisać o Tobie bez końca, ale na tym postanowiłam zakończyć swój list. Najgorsza z córek przekazuje najlepszemu z ojców wyrazy bezgranicznej miłości.

Zarema (Republika Dagestanu)

Witaj, tato.
Chciałabym Cię teraz objąć, tak się stęskniłam…
Chciałabym w tym liście wyjaśnić Ci, dlaczego wyjechałam, porzucając Ciebie i mamę.
W moim życiu nie wszystko poszło tak gładko, jak w waszym.
Widzieliście moją przyszłość inaczej niż ja sama, z czym nie mogłam się pogodzić – z wielu przyczyn.
Bardzo bym chciała, żeby stało się inaczej, ale nic z tego nie wyszło, choć bardzo się starałam..
Pamiętam wiele wspaniałych chwil spędzonych z Tobą – jesteś dobrym i serdecznym człowiekiem i zawsze mi pomagałeś, wspierałeś, gdy realizowałam swoje młodzieńcze plany i reagowałeś, gdy mama używała zbyt ostrych słów w czasie poważniejszych kłótni ze mną. Rozumiałeś mnie lepiej niż ktokolwiek inny i zawsze wiedziałeś, kiedy było mi ciężko. Mieliśmy też własne żarty, zrozumiałe tylko dla nas dwojga.
W naszych relacjach nie brakowało też smutnych i przykrych chwil. Często zdarzało Ci się zaglądać do butelki – pamiętam kłótnie z tego powodu, które niekiedy kończyły się przemocą.
Pytałam Cię: „Po co w ogóle pijesz?” i dodawałam, że nie chcę Cię takim widzieć, a ty zawsze odpowiadałeś wtedy nieprzyjemnym tonem: „Nie Twoja sprawa, zajmij się własnymi problemami!” Bardzo mnie to smuciło.
Później było jeszcze gorzej, gdy dręczyłeś mnie i mamę – nie dawałeś nam spać po nocach, wypominając nam wszystkie złe chwile w Twoim życiu, z którymi nie miałyśmy często nic wspólnego. Pamiętam przekleństwa, które przy tym miotałeś.
Bardzo mnie bolało, gdy mówiłeś, że zabijesz mnie jak moją siostrę, jeżeli w jakiś sposób przyniosę wstyd rodzinie. Odebraliście życie mojej ukochanej siostrze, nie myśląc wcale o tym, jaki wpływ wywrze to na mnie. Do tej pory pamiętam, jak całkiem poważnie powiedziałeś mi, że powinnam się zabić, żebyś Ty nie musiał brudzić sobie rąk i że niepotrzebna Ci taka córka. Tego dnia pokaleczyłam się. Gdy się o tym dowiedziałeś, przepraszałeś mnie za swe słowa godzinami, ale wkrótce potem wróciłeś do poprzedniego zachowania. Miałam wtedy 17 lat.
Pamiętam, jak mówiłeś: „przyszłaś na świat po to, żeby wyjść za mąż, urodzić dziecko i siedzieć w domu”. Zawsze, gdy to słyszałam, miałam ochotę targnąć się na swoje życie. Nie zgadzałam się z tym! Ten Twój brak szacunku dla kobiet zawsze wyrządzał mi ogromną moralną krzywdę.
Raz, gdy byłam mała, siedziałam z przyjaciółkami na zewnątrz i kompletnie zapomniałam o tym, jak późno było. Wołaliście mnie przez okno, ale nie było mnie w pobliżu i nie słyszałam tego. Kiedy w końcu wróciłam, zacząłeś mnie dusić moim szalikiem. Postanowiłeś najwyraźniej, że prościej będzie mnie udusić niż ze mną porozmawiać. Pewnie byś dopiął swego, gdyby nie interwencja mamy.
To nie był jedyny powód, dla którego wyjechałam.
Trudno mi o tym opowiadać, zwłaszcza Tobie, bo zawsze byłeś przekonany, że masz córkę idealną, która nigdy nie przejawiała żadnych „dziwactw”.
Rzecz w tym, że nigdy nie podobali mi się chłopcy, za to zawsze czułam pociąg do dziewczyn. Starałam się nie iść tą drogą, wiedząc skąd jestem i do czego może mnie ona doprowadzić. Skrupulatnie ukrywałam to przed wami, bojąc się przynieść wstyd rodzinie i rozczarować was. Bałam się, że możesz mnie zabić albo stwierdzić, że nie masz już córki, zamiast pogodzić się z moją odmienną orientacją.
Gdy lekarz dowiedział się o moich preferencjach, dotkliwie mnie pobił. Najbardziej bałam się wtedy tego, że może Ci o wszystkim powiedzieć i dojdzie do tragedii. Nie miałam czasu do stracenia, tato – wiedziałam, co się stanie, jeżeli natychmiast nie wyjadę.
Bardzo mi Ciebie brakuje, bardzo tęsknię za Tobą i kocham Cię, mimo przeszłości.
To, jak bardzo za wami tęsknię i jak bardzo was kocham jest jednak nieistotne – nie mogę wrócić.
Przykro mi, że tak się to skończyło i szkoda, że nie mogę zmienić waszych poglądów, jednak to, co dla mnie jest niesprawiedliwością, wy uznajecie za codzienność. Nie mogę być taka, jaką chcielibyście, bym była.
Mimo najszczerszych chęci, nie jesteśmy w stanie dojść do porozumienia i nigdy nie będziecie w stanie zaakceptować mnie taką, jaka jestem.
Możliwe, że kiedyś zdołasz pojąć mój punkt widzenia… Chcę żyć, chcę wolności i prawa do bycia sobą zamiast ciągłego strachu. Chcę swoją rodzinę kochać zamiast bać się jej. Wierzę, że teraz, gdy jestem daleko od was, wy także za mną tęsknicie i życzycie mi, bym była szczęśliwa....
Wybaczcie, ale nie wrócę do was. Nie jestem w stanie zmienić zasad, którym hołdujecie. Wasza codzienność, którą uznajecie za normę, jest dla mnie nie do przyjęcia, wy zaś nie będziecie w stanie przyjąć mnie taką, jaka jestem.
Dokonałam wyboru jako wolna osoba, postaraj się to zrozumieć. Kochaj mamę i wspieraj ją jak możesz, nie ma w tym wszystkim ni śladu jej winy. Tylko o to Cię proszę.
Mimo wszystko kocham Cię.
Twoja Zarema.

*tłumaczenie dla Stowarzyszenia Interwencji Prawnej, za zgodą QWNC: Michał Zwoliński